Mazowsze serce Polski nr 10/20

Organista zawód czy powołanie?

2020.10.12 09:40 , aktualizacja: 2020.12.03 06:58

Autor: Monika Gontarczyk, Wprowadzenie: Monika Gontarczyk

  • organy Organy w kościele SS....
  • mężczyzna w garniturze siedzi przy organach Sławomir Kuczek (Fot....
  • Dzięki dotacji w wysokości...
  • ksiądz przermawia do mikrofonu w tle ekran na którym widać organy Ks. dr Marcin Sadowski...
  • ołtarz główny kościoła Wsparcie w wysokości 80...
  • mężczyzna stoi na chórze oparty o barierkę Piotr Ruszkiewicz (Fot....
  • mążczyzna w garniturze stoi (fot. arch.UMWM)
  • kobieta siedzi przy organach Anna Gontarczyk (Fot....

Grą i śpiewem potrafią podkreślić charakter uroczystości – dodać szyku i dostojności. Jedną fałszywą nutą zaś zepsuć nawet najlepiej zorganizowane wydarzenie. Bez ich udziału trudno wyobrazić sobie ślub, pogrzeb czy inną uroczystość liturgiczną. Pracują z przymusu czy z zamiłowania? Kim są mazowieccy organiści?

 

Poziom muzyki w polskich kościołach jest zróżnicowany. Jak bardzo? To zależy od umiejętności i zdolności osób, które odpowiadają za muzyczną część liturgii. W dużych miastach i parafiach jest całkiem dobrze. Funkcję tę piastują osoby wykształcone w tym kierunku. Gorzej jest w mniejszych wspólnotach, gdzie obowiązki organisty często pełnią osoby bez przygotowania albo… nie ma ich wcale. A żeby być dobrym organistą kościelnym nawet świetne wykształcenie muzyczne nie wystarczy.

 

– Nie każdy może grać w kościele – twierdzi ks. dr Marcin Sadowski, dyrektor Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej w Płocku. – Organista musi mieć odrobinę talentu muzycznego i być wierzący. Dlaczego? Ponieważ nie jest muzykiem wynajętym, żeby było „weselej”. Razem z kapłanem i wiernymi współtworzy liturgię. Musi zatem mieć i talent, i wiarę – wyjaśnia.

 

Pierwszy krok

Kariera organistowska zwykle zaczyna się od fascynacji muzyką. – Marzyłem, żeby być dyrygentem, choć interesowało mnie też granie – zdradza Sławomir Kuczek, organista z 16-letnim stażem, od 2012 r. pracuje w Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży w Warszawie.

– W szkole podstawowej chodziłem też równolegle do muzycznej. W mojej parafii organista roznosił opłatki. Podczas jednej z wizyt przekonał mnie, żebym wstąpił do studium organistowskiego. Dostałem się do dwóch szkół: muzycznej II stopnia i Archidiecezjalnego Instytutu Muzyki Sakralnej w Przemyślu – dodaje.

Anna Gontarczyk, która od 17 lat jest organistką w parafii pw. Krzyża św. w Kozienicach, wspomina, że jej przygoda z muzyką trwa od dzieciństwa.

– Miałam 6 lat, gdy u cioci pierwszy raz zobaczyłam dziwną szafę, czyli pianino. Instrument tak mnie zafascynował, że nie dawałam cioci spokoju. W ciągu jednego dnia nauczyła mnie gamy i „Wlazł kotek na płotek”. Cieszę się, że rodzice zrozumieli moje zainteresowanie i zapisali do ogniska muzycznego – mówi pani Anna.

Tego szczęścia zabrakło Piotrowi, który choć talent muzyczny miał, z jego rozwojem musiał poczekać.

– Wychowałem się na wsi, a wiadomo, jak to na wsi – są inne priorytety. Kiedyś nie było tak jak teraz, że rodzice wożą dzieci na dodatkowe zajęcia parę razy w tygodniu. Jestem, a w zasadzie byłem, samoukiem. Wszystko zmieniło się, gdy do mojej rodzinnej parafii przyszedł nowy proboszcz. Do organizacji jasełek zapraszał młodzież. Poszedłem. Posłuchał, jak śpiewam, i zapytał, czy nie chciałbym zostać organistą. To był dla mnie szok, ale podniosłem rękawicę i zacząłem się kształcić w studium organistowskim w Radomiu – opisuje Piotr Ruszkiewicz, który od 15 lat gra w parafii pw. św. Teresy w Aleksandrowie Dużym (gmina Sienno).

 

Władcy klawiszy

Organy są największym spośród wszystkich instrumentów muzycznych. Nie bez kozery noszą miano króla instrumentów. Za pomocą klawiszy do tysięcy piszczałek zamkniętych w szafie organowej wpuszczane jest powietrze. Piszczałki imitują brzmienie różnych instrumentów (fagotu, klarnetu, trąbki, wiolonczeli, skrzypiec ect.), które jak w orkiestrze symfonicznej można ze sobą łączyć lub wyciągać pojedyncze. Rozpiętość skali dźwięków dużych organów to około 10 oktaw, co można porównać do zakresu dźwięków od 16 Hz do około 16 kHz.

– Są dwa rodzaje piszczałek: wargowe (labialne), gdzie powietrze przepływa przez szczelinę i piszczałki języczkowe (stroikowe), w których powietrze wprowadza w drganie języczek. Co ciekawe inna jest specyfika organów polskich, włoskich, francuskich czy niemieckich. I nie chodzi tylko o ich budowę, ale użycie głosów. A to wydaje się jest związane z mową, która też inaczej brzmi – twierdzi Sławomir Kuczek.

I to jest tajemnica i unikatowość tego instrumentu. A jak na nim się gra?

 

– Organy mają specyficzną konstrukcję. Zazwyczaj jest więcej niż jedna klawiatura dla rąk, czyli tzw. manuały (od 1 do 4), do tego klawiatura pedałowa, na której gra się nogami. Opanowanie gry dwiema rękami jest dosyć trudne. Tu dochodzą jeszcze nogi, więc jest to wyzwanie. Organy nie wymagają szczególnych predyspozycji, ale wymagają bardzo dużo pracy. Potrzebna też jest podzielność uwagi – mówi ks. dr Marcin Sadowski.

 


Czy wiesz, że najbardziej znani reprezentanci tego zawodu to m.in. Jan Sebastian Bach, Felix Mendelssohn, Cesar Franck czy Stanisław Moniuszko. Nawet Fryderyk Chopin w młodości grywał na organach w kościele SS. Wizytek w Warszawie.


 

Świątek, piątek i niedziela

Organista pracuje zasadniczo wtedy, kiedy inni mają wolne, czyli w niedziele i święta. W tygodniu bywa różnie. Są to indywidualne ustalenia pomiędzy parafią a organistą.

– W tygodniu gram tylko na wieczornych mszach i na dodatkowych nabożeństwach, czyli majowych, czerwcowych, drodze krzyżowej, różańcu. Bardzo to sobie cenię, bo mam tzw. chwilę oddechu. Praca w kościele nie jest jedynym moim zajęciem. Prowadzę jeszcze zespoły muzyczno-wokalne – wylicza organista z Warszawy. A Piotr Ruszkiewicz dodaje, że z samego grania nie utrzymałby rodziny. – Założyłem własną działalność, która ze względu na elastyczność pozwala mi pogodzić obowiązki organisty. Gra w kościele to teraz bardziej moje hobby – zaznacza.

Ale nie w każdej parafii jest to możliwe.

– Moja parafia jest spora, więc podjęcie pracy dodatkowej nie wchodzi w grę. Żaden pracodawca nie zgodziłby się, abym kilka razy w miesiącu zwalniała się z pracy, spóźniała lub wychodziła wcześniej – przyznaje pani Anna.

O planowaniu i stałych godzinach pracy w tym zawodzie można zapomnieć. Taka jest specyfika tej branży. Sprawia, że organista musi być dyspozycyjny (z wyjątkiem choroby) nie tylko w tygodniu, w weekendy, ale także we wszystkie święta kościelne. Tak jak strażak musi być w pełnej gotowości, na każde zawołanie. W najbardziej obleganych świątyniach, katedrach, organiści całe dnie spędzają w kościele. Nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie dodatkowa msza, nabożeństwo. Bywa, że organiści o ich wprowadzeniu dowiadują się z ogłoszeń duszpasterskich. W żargonie określają ten czas maratonem lub żniwami. I nie ma się co dziwić, że jako jedyna grupa zawodowa cieszą się, gdy np. święto Trzech Króli lub 15 sierpnia wypadają w niedzielę.

 

Kto rano wstaje...

Dla organistów chlebem powszednim jest wczesna pobudka. Niemalże codziennie… Zazwyczaj msze poranne są w godz. 6.00–8.00, a w adwencie w niektórych parafiach na roraty trzeba wstawać już na 5.30. Nie byłoby to aż tak uciążliwe, gdyby nie fakt, że ludzki głos budzi się około godziny. O tyle więc trzeba  wcześniej wstać, żeby go rozgrzać.  Jak to zrobić?

– Najlepsze są ćwiczenia emisyjne, czyli jakieś mruczanki, „do, re, mi, re”. Cieszę się, że na co dzień nie gram rano. Wyjątkiem są roraty. Mam szczęście, że zaczynają się o 7.00. Po miesiącu i tak czuję się wykończony – przyznaje Kuczek.

 

Chłód i samotność

Problemem dla kościelnych muzyków bywa też temperatura. O ile latem z powodu gorąca palce ślizgają się po klawiszach, tak zimą w nieogrzewanej świątyni palce grabieją. Wierni przychodzą tylko na jedną mszę i po godzinie wychodzą. Kapłani też się zmieniają. A organista „siedzi” cztery czy pięć mszy z rzędu.

– W mroźne dni doceniam, że mam tylko trzy msze. Włączam nagrzewnicę i jakoś idzie wytrzymać – uśmiecha się organista z Aleksandrowa. – Bez elektrycznego piecyka, który mam obok siebie, nie dałabym rady – wtóruje mu koleżanka po fachu.

Ciężkim okresem są także święta. I nie chodzi tylko o obłożenie pracą, ale o świętowanie w samotności.

– Boże Narodzenie to czas radości. Wszyscy się cieszą, spędzają czas z najbliższymi – a organista nie… Święta z dala od rodziny, zwłaszcza w pierwszych latach pracy, były dla mnie trudnym i smutnym doświadczeniem. Na Wigilii w domu rodzinnym nie byłem już od ponad 10 lat – przyznaje Sławomir Kuczek.

W nieco lepszej sytuacji jest pan Piotr.

– Ponieważ gram w swojej rodzinnej parafii, siłą rzeczy główne święta spędzamy u moich rodziców. Do teściów jeździmy w inne dni. Musimy to jakoś godzić – wzdycha.

Każdy radzi sobie, jak może. Anna Gontarczyk Wigilię spędza w domu rodzinnym, ale bliskich opuszcza dość wcześnie, by na pasterkę zdążyć do Kozienic.

– Samotne święta? Jest wtedy tak mnóstwo pracy, kościoły pękają w szwach, że po przyjściu do domu marzę, żeby szybko coś zjeść i choć chwilę się zdrzemnąć – puentuje pani Anna.

A jak wygląda kwestia urlopu?

– Mam umowę o pracę, która obejmuje jeden dzień wolny w tygodniu. Zazwyczaj jest to dzień ustalony, ale mam bardzo wyrozumiałego pracodawcę i w razie potrzeby mogę wybrać inny. Warunkiem jest zapewnienie zastępstwa – mówi Sławomir Kuczek.

 

I tak jest w większości przypadków. O ile w miastach łatwiej jest kogoś znaleźć, to na prowincji bywa to bardzo trudne. Efekt? Urlop ogranicza się do kilku dni w roku lub nie ma go wcale.

 

Muzyczne nieporozumienie

Dla narzeczonych ślub to najważniejsza ceremonia w życiu. Planowana z dużym wyprzedzeniem i z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, łącznie z utworami, które nowożeńcy chcieliby usłyszeć podczas składania przysięgi małżeńskiej. Do specjalnych życzeń należy np. „Hallelujah” Leonarda Cohena czy „My heart will go on” Celine Dion. Co na to Kościół? Medialną burzę wywołała informacja o stworzeniu w diecezji płockiej listy utworów zakazanych.

 

– Nie ma takiej listy. Co oczywiście nie oznacza, że wszystko można grać w kościele. Muzyka w czasie liturgii nie jest dodatkiem, który ma ją upiększyć – jest częścią liturgii. Śpiew musi odpowiadać temu, co aktualnie dzieje się na ołtarzu. Jeśli przeżywamy pamiątkę męki Chrystusa i śpiewany piosenkę rozrywkową z filmu „Shrek”, to jest nieporozumienie, nie przystoi powadze przeistoczenia. W czasie liturgii mają być grane utwory, które zostały napisane do kościoła, nie budzą skojarzeń świeckich, a tematem odpowiadają temu, co się dzieje na ołtarzu. Piosenki o miłości to za mało – wyjaśnia ks. Marcin, który odpowiada za muzykę w diecezji płockiej. – Przygotowujemy listę utworów, która będzie propozycją, podpowiedzią dla młodej pary i osób, które śpiewają w kościele.

 

Ślub jak pogrzeb?

I tak mija organistom dzień za dniem. O ile jeszcze msze niedzielne z racji roku liturgicznego różnią się doborem pieśni i czytań, tak śluby i pogrzeby wyglądają niemal identycznie. – Mój sposób na rutynę? Gram na różne melodie części stałe, np. Chwała na wysokości czy Święty, święty – odpowiada pan Sławomir. – W poprzedniej parafii przyszedł do mnie po mszy mężczyzna i zarzucił, że tak nie powinno być, mój poprzednik tego nie robił. Zapytałem więc, czy gdyby codziennie jadł kotlety schabowe nie znudziłyby mu się? Nic nie odpowiedział, ale i więcej nie przyszedł.

 

Gdy zamiera… głos

Najtrudniejszą jednak sprawą w tym zawodzie, co potwierdzają zgodnie nasi rozmówcy, są pogrzeby małych dzieci.

– To był trzylatek. Trudno w takiej chwili wyłączyć emocje, zwłaszcza jeśli ma się własne dzieci. Ściska cię w żołądku, głos więźnie w gardle, a śpiewać musisz... Nigdy więcej! Modlę się, aby się to nie powtórzyło – wyznaje pan Piotr.

Powodów, dla których nie można z siebie wydobyć głosu, jest więcej. Przyczyną nie musi być choroba.

– Czasem głos odmawia posłuszeństwa i to jest bardzo stresujące. Np. w trakcie mszy dostajesz chrypkę i nie możesz się jej pozbyć. Praca głosem jest bardzo niepewna. Wystarczy słaba jakość snu. Mniejszy problem jest wtedy, jeśli dopada na zwykłej mszy, gorzej, gdy na ważnej uroczystości czy ślubie – zauważa pan Sławomir.

W przepisach kościelnych jest propozycja, aby w każdej parafii zadbać o kantora, czyli osobę, której zadaniem jest rozpoczynanie i prowadzenie wspólnego śpiewu. Może to robić a cappella lub z akompaniamentem organowym.

– Owszem, w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech organista nie ma mikrofonu – on tylko gra. Ale ma tak zagrać wstęp, aby wierni sami rozpoczęli śpiew. W Polsce funkcja kantora się nie przyjęła. Po soborze watykańskim II połączyliśmy te dwie funkcje. Daliśmy mikrofon organiście – precyzuje ks. Sadowski.

 

Ważne wsparcie

Aby organy odwdzięczyły się pięknym brzmieniem, trzeba o nie regularnie dbać. Duże znaczenie ma także akustyka, czyli miejsce, w którym się znajdują. Często zarówno organy, jak i kościół są obiektami zabytkowymi. I właśnie ze względu na zabytkowy charakter Samorząd Województwa Mazowieckiego dofinansowuje remonty oraz inne prace chroniące świątynie przed zniszczeniem. Tylko w tym roku samorząd Mazowsza na remonty i konserwacje mazowieckich zabytków przeznaczył blisko 7,5 mln zł. Wsparcie otrzymają aż 93 obiekty, z czego 73 – sakralne. Wśród nich są także organy w Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Błotnicy oraz kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Iłży.  

 

– Po raz kolejny mój kościół otrzymał dofinansowanie z budżetu Mazowsza. Cieszę się, że w poprzednich latach udało się osuszyć fundamenty, bo zniknęła wilgoć w środku. Obecnie trwają prace przy konserwacji stropu kasetonowego. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych latach program będzie działał i obejmie także konserwację organów. O nich się nie pamięta do czasu aż zamilkną. A przecież jako bezpośredni współuczestnik liturgii czy koncertu powinny być otoczone szczególną troską. Rozstrojony instrument nie tylko przeszkadza, ale i psuje wykonanie – podkreśla kozienicka organistka.

 


Wiesław Raboszuk wicemarszałek województwa mazowieckiego

Nasze mazowieckie zabytki mają ogromną wartość historyczną, a ich zachowanie dla przyszłych pokoleń leży w interesie wszystkich mieszkańców. Jako samorząd województwa podjęliśmy decyzję, że dofinansowanie otrzymają także świątynie. Są one nie tylko miejscem kultu, ale w wielu przypadkach, właśnie ze względu na organy, są miejscem artystycznych spotkań, koncertów i festiwali. Są niekiedy, jak np. zespół klasztorny w Ratowie, którego wnętrze wykonane jest w stylu rokoko augsburskiego, unikatowymi perełkami architektury. Dzięki środkom z budżetu województwa sukcesywnie udaje się nam ocalić te cenne budowle i sztukę, którą reprezentują.


 

Klawisze jak narkotyk

Czy praca organisty ma jakieś plusy? Jest nie tylko spełnieniem marzeń i okazją, by być bliżej Boga. Przynosi przede wszystkim satysfakcję. Największą gdy wierni głośno śpiewają, a prowadzone przez nich chór czy zespół wykonują bezbłędnie utwory wielogłosowe. Organiści po prostu kochają to, co robią.

– Organy to największy instrument i cieszę się, że jako jeden z niewielu potrafię na nich zagrać – nie tylko pieśni kościelne, ale także utwory organowe – przyznaje z satysfakcją pan Piotr.

Takie wrażenia potwierdza warszawski organista:

– Siadasz, grasz i słyszysz to majestatyczne brzmienie. Czujesz potęgę organów i się unosisz. Dotykasz dźwięku, a on śpiewa. To jest rodzaj narkotyku, pewnego uzależnienia. Jeśli nie gram, to mnie nosi, czegoś mi brakuje. Co więcej, improwizowanie zawsze sprawiało mi ogromną frajdę. Będąc organistą, mogę poniekąd to robić codziennie np. w formie przygrywki do pieśni albo na zakończenie zamiast kolejnej zwrotki. To taka twórcza część mojej pracy – dodaje z radością pan Sławek, który z racji ogromnego zainteresowania instrumentem, przeżył pewną przygodę. – W trakcie jednej z pierwszych mszy, które grałem w sanktuarium, podczas kazania zajrzałem do szafy organowej. Chciałem zobaczyć, jak jest zbudowana. Pech chciał, że drzwi się zatrzasnęły i nie mogłem wyjść. Kazanie się skończyło, ksiądz zaczyna śpiewać, a organisty nie ma. Bezskutecznie próbowałem się uwolnić i kogoś powiadomić. Miałem szczęście, że po mszy celebrans przyszedł na chór sprawdzić, czy przypadkiem nie uciekłem – wspomina ze śmiechem.

 

Organista w… pudełku

A co by było, gdyby organisty zabrakło? W żadnych przepisach kościelnych nie jest nakazane, aby msza święta była ze śpiewem. Może być recytowana.

– Śpiewy w czasie mszy zastępują teksty (antyfony), które są przeznaczone do odczytania. Rolą organisty jest dobranie pieśni, które tematycznie te teksty zastąpią. Jeśli nie ma organisty, kapłan odczytuje antyfony – wyjaśnia ks. Marcin.

Są księża, którzy idą krok dalej i montują w kościołach tzw. automatycznego organistę. To urządzenie, które pozwala puścić nagrane pieśni.

– Kościół prosi, aby takich rzeczy nie robić. W liturgii wszystko ma być naturalne. To ludzie mają wychwalać Pana Boga, a nie maszyny (nawet kiedy nie ma organisty w parafii). Dużo lepiej, aby to ludzie śpiewali niż miałoby to być puszczone z nagrania. Wiem, że to się zdarza, ale jest to nadużyciem – alarmuje duchowny.

 

Jak zostać organistą?

W każdej z mazowieckich diecezji działa szkoła przygotowująca do tego zawodu. Jest to najczęściej studium organistowskie, w którym nauka trwa od 3 do 5 lat (zależy od wykształcenia muzycznego kandydata). Warunkiem przyjęcia jest posiadanie predyspozycji muzycznych – słuchu muzycznego oraz poczucia rytmu. Nie trzeba umieć grać na żadnym instrumencie. Naukę można zacząć od zera.

 

– Nie kształcimy tylko organistów, ale także innych muzyków – osoby, które śpiewają w kościele (chóry, zespoły, schole, soliści na ślubach). Podstawą działalności jest studium organistowskie, czyli możliwość nauczenia się gry na organach i przygotowanie oprawy liturgii. Nasze studium trwa 4 lata. Jeśli ktoś nie grał na instrumencie wówczas uczęszcza na tzw. rok przygotowawczy – uczy się gry na fortepianie. Absolwenci nie muszą pracować w kościele. Mogą zdobyte u nas umiejętności wykorzystać w innych miejscach np. prowadząc chór gminny – zachęca ks. Sadowski.

 

Co łaska…

Organista gra, śpiewa, prowadzi chór, scholę, niekiedy nawet kancelarię, przygotowuje liturgię muzyczną świąt, bierze czynny udział w próbach dzieci do I komunii św. Z powodu pandemii w tym roku w dużych parafiach I komunia święta udzielana była nie jak zawsze w 2-4 grupach, ale nawet w 10, czyli przez kilka niedziel i sobót z rzędu. Jakie otrzymują wynagrodzenie? Organiści nie mają cennika. Większość nie ma także umowy o pracę. Za ślub czy pogrzeb biorą „co łaska”, czyli ile? Tajemnicą poliszynela jest, że to w granicach 200 zł. W nielicznych parafiach zadaniem organisty jest dostarczenie do domów parafian wigilijnego opłatka. Reszta posług to wolontariat. Z danych portalu praca.pl. wynika, że zarobki organisty są ściśle uzależnione od zakresu jego obowiązków oraz liczebności i zasięgu parafii. W największym uśrednieniu mogą wahać się od
1–3 tys. zł brutto miesięcznie.

 

Niezastąpionym być

Czy organista powinien narzekać? Nietypowe godziny i dni pracy nie dotyczą tylko ich zawodu, ale wielu innych tzw. służebnych, których wykonywanie musi odbywać się w niedziele i święta. Tyle tylko, że lekarz, pracownik kina czy stacji benzynowej ma zmiennika i świadczenia wynikające z umowy. Dla organisty każda czerwona kartka w kalendarzu oznacza pracę. Sprostać wymaganiom w tym zawodzie nie jest łatwo. To wbrew pozorom ciężki kawałek chleba, wymagający wielu wyrzeczeń. Nie każdy jest w stanie im podołać i po jakimś czasie rezygnuje. Taka jest, niestety, cena bycia poniekąd niezastąpionym.

 

 

 

Liczba wyświetleń: 621

powrót