Mazowsze serce Polski nr 4/20

Boję się czarnych scenariuszy

2020.04.14 09:30 , aktualizacja: 2020.05.08 08:38

Autor: Rozmawiała Monika Gontarczyk, Wprowadzenie: Monika Gontarczyk

  • Kobieta ze złączonymi dłoniami stoi na tle zielonych liści drzew Elżbieta Lanc członek...
  • kobieta trzyma w ręce zestaw ochronny W trakcie spotkania z...
  • członkowie zarządu siedzą przy stole w maseczkach chirurgicznych i gumowych rękawiczkach W trosce o zdrowie w...

Koronaworus to temat numer jeden ostatnich tygodni. Spędza sen z powiek nie tylko lekarzom, politykom, przedsiębiorcom, ale także samorządowcom. O przygotowaniach władz Mazowsza na atak wirusa, walce z czasem oraz perspektywie na najbliższe miesiące mówi Elżbieta Lanc, członek zarządu województwa mazowieckiego.

 

Monika Gontarczyk: Jak wygląda sytuacja na Mazowszu? 

Elżbieta Lanc: Jesteśmy w ciągłej gotowości. Robimy wszystko, aby nasze szpitale dobrze przygotować. Czasu jest niewiele – mamy tydzień, może dwa. 

 

M.G.: Co już udało się zrobić?

E.L.: Po pierwsze dokonaliśmy zakupów grupowych masek, odzieży ochronnej, respiratorów, łóżek na oddziały intensywnej terapii. Wszelkiego sprzętu, który będzie w tym czasie niezbędny. Podpisaliśmy umowę na zakup testów, o których dopuszczenie od dawna apelowaliśmy do ministra zdrowia. Chcemy objąć nimi jak największą liczbę osób, ale w pierwszej kolejności lekarzy, ratowników i personel medyczny. Tworzymy łóżka intensywnej terapii nie tylko w szpitalach, które są dedykowane epidemii, ale we wszystkich. Trzeba pamiętać, że szpitale nadal opiekują się chorymi, przyjmują pacjentów z różnymi chorobami i im też musimy zapewnić bezpieczne funkcjonowanie. 

 

M.G.: Skąd pochodzą pieniądze?

E.L.: Za pierwsze zakupy zapłaciliśmy środkami z budżetu województwa (10,5 mln zł) oraz z dotacji wojewody (3,1 mln zł). Dalsze będziemy finansować z pieniędzy unijnych w ramach projektu COVID-19, którego wartość wynosi 150 mln zł. 

 

M.G.: Będą kolejne działania?

E.L.: Planujemy w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego przygotować projekt, który gwarantowałby wzmocnienie wynagrodzeń tych, którzy podejmują pracę w szpitalach. Myślimy tu o studentach kończących w tym roku medycynę, ratownictwo czy pielęgniarstwo. Chcemy wynagrodzić ich za ciężką pracę. Przygotowujemy też miejsca do kwarantanny dla lekarzy, bo okazuje się, że to może być kluczowe. Lekarze są, niestety, zarażani i aby nie musieli się martwić o rodzinę, będą mieli przygotowane specjalne miejsca izolacji. 

 

M.G.: Są na pierwszej linii frontu, ale mają zakaz wypowiadania się na temat zachorowalności. Czemu ma to służyć? 

E.L.: Nie oceniam tego dobrze. Z jednej strony mówi się Polakom „zostańcie w domu”, pandemia jest zabójcza, a z drugiej, nie daje się jasnych komunikatów. Tworzą się więc różne źródła informacji, a co za tym idzie rozbieżności. Wierzę oficjalnemu przekazowi (żeby była jasność), ale taki zakaz jest niepotrzebny, bo sprawia wrażenie manipulowania danymi. Co więcej, takim zachowaniem lekarze mogą poczuć się dotknięci. Nazywamy ich bohaterami, chwalimy postawę, dziękujemy, a za chwilę mówimy: „nie mamy do was zaufania”. Tak nie można! 
 

M.G.: Wybory prezydenckie powinny zostać przesunięte?

E.L.: Oczywiście, że tak. To jest wręcz nasz publiczny obowiązek. Ten pomysł też jest pełen sprzeczności. Ograniczamy liczbę osób w sklepach, kościołach, a w komisjach wyborczych już nie? Na wybory zapewnimy jednorazowe długopisy, maski ochronne, zamgławiacze sal, wiedząc, że w szpitalach i najważniejszych przedsiębiorstwach tego sprzętu brakuje? Jaki to jest przekaz? Że stać nas na dodatkowe koszty. Skoro mamy nadmiar pieniędzy, to dlaczego szpitale błagają o środki ochrony osobistej? Dlaczego nie otrzymują ich także pracownicy firm odbierających odpady, wodociągów miejskich i kanalizacji, kierowcy autobusów? Przecież im w pierwszej kolejności powinniśmy zapewnić bezpieczeństwo. Ich praca jest potrzebna każdemu z nas. 

 

M.G.: Pójdziemy zatem do urn?

E.L.: Tak, ale myślę że w maju nie będziemy głosować. Patrząc, jak łatwo rozprzestrzenia się ten wirus nikt nie odważy się prowadzić ludzi na śmierć, bo tak to trzeba nazwać. Przykłady już mamy z Francji, gdzie odbyły się wybory samorządowe, ale także z grójeckiego szpitala i DPS-u w Niedabylu. Uczmy się na tych doświadczeniach.

 

M.G.: Koronawirus to nie tylko problem zdrowia, to uderzenie także w edukację.

E.L.: Niesamowite uderzenie, szczególnie w rodziny w trudnej sytuacji materialnej czy z obszarów wiejskich. W rodzinach wielodzietnych nie ma kilku komputerów, by jednocześnie przeprowadzić lekcje online. W Europie już zapadły decyzje o rezygnacji z egzaminów, matur, bo w tych warunkach to fikcja. Sama jestem nauczycielem i wiem, że zdalne nauczanie może tylko inspirować, ale nie jest metodą, by odpowiednio przygotować do tak ważnych egzaminów. Nauczyciel to mistrz, który koncepcję nauczania tworzy poprzez swoją osobowość, a nie tablet. Gdyby taka forma miała sens, już dawno byłaby wdrożona. 

 

M.G.: A co z gospodarką? Będzie kryzys?

E.L.: Straty będą prawdopodobne dlatego, że wiele małych firm padnie. Nie tylko z branży turystycznej, kulturalnej, ale także usługowe – gastronomiczne, firmy szkoleniowe, eventowe, zakłady aktywności zawodowej. W tym roku będzie trudno zgromadzić ludzi w większej liczbie. Zastój będzie także w budownictwie, bo w większości pracowali tu obywatele Ukrainy, którzy teraz wyjechali. Rząd musi wprowadzić takie rozwiązania i udogodnienia, aby małe firmy utrzymały się na rynku. Obecna propozycja to za mało, ludzie będą tracić pracę. 

 

M.G.: Za nami święta, przed nami weekend majowy. Zostać w domu czy wreszcie odwiedzić rodzinę?

E.L.: Jeśli kochamy swoich rodziców i starszych członków rodziny, to lepiej skorzystać z komunikatorów, telefonów. Jeśli koniecznie chcemy podzielić się z nimi tym, co jest piękne i dobre, to przygotujmy dobry kosz piknikowy, żeby nie musieli wychodzić do sklepów, żeby poczuli się, że są zaopiekowani, że się o nich troszczymy, że są dla nas ważni. Przyszedł jednak taki moment, w którym musimy sobie uświadomić, że teraz najważniejsze jest, żebyśmy przeżyli. Aby ograniczyć transmisję wirusa, musimy ograniczyć spotkania międzyludzkie… nie mamy na razie innego wyjścia.

 

M.G.: To smutna prawda. Jest jakaś iskierka nadziei? 

E.L.: Nadzieja jest w naszej wspólnocie, w byciu razem. Musimy dbać o swoje zdrowie, wzajemnie czuwać nad sobą, aby zakażeń było jak najmniej. Druga nadzieja to zmiana naszego nastawienia do życia. Musimy przestać funkcjonować tak, jak do tej pory, gdzie błahostki urastały do rangi gigantycznych problemów. Nadzieja jest też w mądrości ludzi, którzy będą sobie wzajemnie pomagać, tak, jak to ma już miejsce w postaci akcji społecznych, np. pomocy w sprzedaży kwiatów. Takich łańcuchów serc musi być jak najwięcej. Dzięki nim przetrwamy.

 

Liczba wyświetleń: 62

powrót