Mazowsze serce Polski nr 5/18

Dzielny jak strażak

2018.05.16 09:30 , aktualizacja: 2018.05.23 15:08

Autor: Dorota Mądral, Wprowadzenie: Urszula Sabak-Gąska

Dwóch ratowników na ćwiczeniach – jeden leży na noszach zawieszonych na linie, obok drugi Strażacy mają wiele zadań:...

Zostawiają rodziny przy świątecznym stole, by pędzić i ratować ofiary wypadków i pożarów. Reanimują, wycinają zakleszczonych z aut, wynoszą z płomieni. Są sprawni, szybcy i dzielni. Nikomu Polacy nie ufają tak bardzo jak im. Jak wygląda codzienna praca ochotników? Sprawdziliśmy w związku z ich świętem – Międzynarodowym Dniem Strażaka, który obchodzimy 4 maja.

 

Druhowie na co dzień pracują w różnych firmach, instytucjach, gospodarstwach rolnych. Jednym słowem – prowadzą „zwykłe życie”. Gdy jednak zadzwoni telefon lub zabrzmi  syrena alarmowa, zostawiają wszystko i pędzą do remizy. Nie ma znaczenia, czy siedzą akurat przy obiedzie, czy właśnie ruszają z rodziną na zakupy. Zdarza się, że alarm postawi na nogi w środku nocy albo oderwie od ważnej uroczystości. Najczęściej to właśnie oni są pierwsi na miejscu zdarzenia i udzielają pomocy poszkodowanym.

 

– Podczas spaceru z psem byłem świadkiem wypadku: rowerzysta uderzył głową w uliczna latarnię. Doszło do pęknięcia czaszki – opowiada Cezary Supeł z Grupy Ratownictwa Specjalistycznego OSP Płock. – Udzielałem pierwszej pomocy do czasu przyjazdu Państwowej Straży Pożarnej, bo okazało się, że akurat wszystkie karetki były zajęte. Niedawno zabezpieczaliśmy uroczystości z okazji Święta Konstytucji 3 Maja, w ciagu godziny pomogliśmy 18 osobom, z których 2 przekazaliśmy zespołom PSP.

 

Druh Robert Siudek, komendant gminny Związku OSP RP w Borkowicach (pow. przysuski), od 1987 r. należy do miejscowej jednostki OSP (a od 2005 r. jest także funkcjonariuszem Państwowej Straży Pożarnej). Mówi o tym, co dla strażaka jest najtrudniejsze.

 

– Są różne zdarzenia: jedne błahe, inne bardzo traumatyczne. Te ostatnie najbardziej obciążają psychikę. W pamięci na długo pozostają drastyczne obrazy, szczególnie jeśli ofiarami są dzieci. Z rozmów z kolegami wiem, że są to najgorsze przeżycia, pozostawiające ślady w człowieku – relacjonuje.

 

Jakie cechy poza odpornością psychiczną powinien zatem mieć strażak? – Na pewno musi być sprawny fizycznie, odważny, zdolny do poświęceń, bez wahania spieszyć z pomocą – przyznają zgodnie druhowie. – Strażak, ruszając na akcję, nie myśli o sobie, a o tym, jak może pomóc. Idziemy przecież tam, skąd zwykle uciekają inni, jak np. podczas pożaru – dodaje druh Siudek.

 

Ogromne doświadczenie oraz wiedzę z zakresu pożarnictwa ma druh Aleksy Sasin, prezes zarządu oddziału powiatowego Związku OSP RP w Szydłowcu (29 lat służby w PSP i 34 lata w OSP). Pamięta wiele dramatycznych zdarzeń. Na długo zapamięta choćby to sprzed 1,5 roku.

 

– Dostaliśmy wezwanie do wypadku w miejscowości Barak koło Szydłowca. Na drodze krajowej czołowo zderzył się osobowy bus z samochodem ciężarowym. Kierowca busa zjechał na lewy pas i uderzył w nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę. Poniósł śmierć na miejscu. Ratownikom z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nie udało się niestety uratować też drugiego rannego. W sumie zginęły dwie osoby, a dwie kolejne odniosły obrażenia – mówi druh Sasin, który wspomina także inne wstrząsające zdarzenie.

 

Na drodze krajowej nr 7, około godz. 4 nad ranem, w miejscowości Dobrut (gm. Orońsko) w wypadku drogowym zginął pasażer samochodu dostawczego. – Kierowca tego pojazdu najechał na tył naczepy ciężarówki.  Śmierć poniósł jego kolega z pracy, i jak się później okazało, jednocześnie sąsiad. Dla kierowcy był to ogromny, osobisty dramat. Pamiętam, że był w wielkim szoku – mówi druh Sasin.

 

Czy każdy może być strażakiem?

– Na pewno nie. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić – dodaje druh Siudek.– Do tego trzeba mieć chęci i zamiłowanie, ale też zaufanie do kolegi strażaka, że w razie potrzeby, gdy podczas akcji znajdziemy się w niebezpieczeństwie, nie zawaha się przyjść z pomocą – mówi z kolei Aleksy Sasin.

 

Każda akcja jest inna, do każdej trzeba podejść inaczej. Ważne jest bezpieczeństwo samych druhów, bo jak mówią: dobry ratownik to żywy ratownik. Uczestniczą w różnego rodzaju akcjach. Stąd też tak ważne jest, poza przygotowaniem i wiedzą, wyposażenie druhów w specjalistyczny sprzęt, bo jadąc do zdarzenia muszą być nie tylko opanowani, ale i przygotowani na wszystko. Tuż przed wyjazdem zakładają dodatkowy strój. Odzież wykonana z tworzywa nomex wytrzymuje temperaturę do około 350 stopni C. Spodnie i górna część odzieży muszą być luźne, do tego rękawice, hełm, pod nim kominiarka. 

 

– Otrzymaliśmy niepozornie brzmiące zgłoszenie, że samochód uderzył w bariery energochłonne. O poszkodowanych nie było słowa. Na miejscu okazało się, że zdarzenie jest dużo poważniejsze. Samochodem jechali młodzi ludzie w wieku około 20–21 lat. Dwie osoby były nieprzytomne i zakleszczone w aucie. Musieliśmy ciąć pojazd, żeby wydostać je na zewnątrz. Jedna niestety zmarła na miejscu. Pomocy udzielaliśmy też kobiecie, która wypadła z auta, gdy samochód uderzył w bariery. Adrenalina jest na pewno, ale trzeba zachować spokój. Każdy z nas wykonuje swoją część zadania.  Mamy to wyćwiczone – informuje druh Patryk Dąbrowski, od 10 lat w OSP Raszyn (pow. pruszkowski), a od 3 także strażak zawodowy. 

 

Nie wszystkie wyjazdy mają jednak związek z ratowaniem ludzkiego życia, ale w takich przypadkach druhowie również stają na wysokości zadania. – Wyjeżdżaliśmy do bociana, który wypadł z gniazda; kota, który nie mógł zejść samodzielnie z dachu, a raz pomagaliśmy gospodarzowi w schwytaniu byka, który uciekł z obory – wspomina najbardziej nietypowe sytuacje w swojej strażackiej karierze druh Robert Siudek. Najwięcej zdarzeń, ze względu na położenie gminy, ma związek z wypalaniem traw.

 

W OSP całe rodziny

Dyspozycyjną osobą jest oczywiście kierowca wozu strażackiego. To on odpowiada za dowiezienie druhów na miejsce akcji. Dlatego też zwykle jest zatrudniony w ramach etatu w gminie, na której terenie działa OSP.  Nie mniej ważny jest dowódca, który przewodzi każdej załodze ratowniczej. Kieruje zadaniami ratowniczymi do czasu przyjazdu strażaków z Państwowej Straży Pożarnej.

 

Służba nie ogranicza się tylko do wyjazdów. Strażacy spotykają się w remizie w ramach tzw. dni gospodarczych. – Sprawdzamy sprzęt gaśniczy, aby był w pełnej gotowości, szkolimy się z udzielania pierwszej pomocy, prowadzimy spotkania dla dzieci – opowiadają druhowie.

 

W szeregi OSP wstępuje coraz więcej kobiet. Panie angażują się w akcje strażackie, nie boją się wyzwań. – Nie mają taryfy ulgowej – zaznacza druh Sasin. Na terenie powiatu szydłowieckiego do ochotniczych straży pożarnych należy ponad 100 druhen (najprężniej działają w OSP Majdów, OSP Wola Lipieniecka, OSP Pawłów) i 1200 druhów.  Zdarza się, że w OSP są całe rodziny. – Jak należy mąż, to często też i żona, a nierzadko w młodzieżowej drużynie jest także ich dziecko. W tym wypadku musi mieć ukończone 12 lat – mówi Aleksy Sasin.

 

Być jak starszy brat, ojciec i dziadek

Druh Michał Kupidura 10 lat temu wstąpił do OSP w Kazanowie (gm. Kazanów, pow. zwoleński). W październiku ubiegłego roku był świadkiem wypadku samochodowego. – Była już szarówka, wracałem samochodem do domu, gdy przed sobą zobaczyłem migające światła, jak się później okazało, pochodzące z samochodu, który uderzył w drzewo – wspomina.

 

Choć pojazd był bardzo zniszczony, druh udzielił pierwszej pomocy trzem poszkodowanym osobom, a gdy na miejscu zjawili się strażacy z PSP Kozienice, pomagał im w zabezpieczeniu miejsca wypadku. Jego refleks i profesjonalizm nawet poza służbą zostały docenione. Druha Kupidurę nagrodziła OSP w Kazanowie. Poza tym został uhonorowany tytułem Strażaka Października 2017 r. oraz Strażaka Roku 2017.

 

Uczestniczył w niejednej akcji i z własnego doświadczenia wie, jak ważna dla życia ofiar wypadków jest szybka reakcja gromadzących się gapiów. – Świadkowie zwykle wzywają służby ratownicze, ale sami boją się udzielić pierwszej pomocy. A to błąd, bo w ratowaniu życia liczy się każda minuta. Czasem wystarczy tak niewiele, np. odchylić głowę poszkodowanemu, by zaczął samodzielnie oddychać – mówi strażak.

 

Pan Michał wstąpił do OSP Kazanów dzięki dziadkowi.– Dziadek działał w tej samej jednostce przez 55 lat. To on zaszczepił we mnie ziarenko pożarnictwa do tego stopnia, że przez pewien czas chciałem zostać zawodowym strażakiem. Życie jednak zweryfikowało moje plany i stało się inaczej. Pamiętam, że dziadek chętnie opowiadał o akcjach, które utkwiły mu najbardziej w pamięci. Dzielił się swoimi doświadczeniami – wspomina pan Michał.

 

W rodzinie druha Cezarego Głąba (Strażak Czerwca 2017 r.) są również duże tradycje. Strażakiem w OSP w Annopolu (pow. grójecki) był jego tata, a teraz jest również starszy brat. Druh Cezary ma zaledwie 23 lata, a już od 7 lat jest w OSP. – Do wstąpienia w szeregi strażaków ochotników skłoniła mnie chęć bezinteresownego pomagania innym – przyznaje. – Strażacy, którzy jeżdżą do gaszenia pożarów, uczestniczą w różnych akcjach, są dla mnie wzorem do naśladowania – mówi. Tytuł Strażaka Czerwca 2017 r. otrzymał za to, że z pomocą innego mężczyzny, wyniósł z płonącego domu nieprzytomnego poszkodowanego, ratując mu w ten sposób życie.

 

Te same intencje, co poprzedniemu bohaterowi, przyświecały również druhowi Tomaszowi Chmielewskiemu z OSP w Bukównie (pow. białobrzeski), kiedy 10 lat temu wstąpił do straży. – Zawsze chciałem pomagać tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji – mówi druh Chmielewski. Strażakiem ochotnikiem w miejscowej jednostce OSP był też jego dziadek.

 

W maju 2016 r. druh Chmielewski był świadkiem groźnego wypadku drogowego. Samochód osobowy uderzył w drzewo. Auto stanęło w płomieniach. – Kierowca miał złamaną nogę. Był zakleszczony wewnątrz pojazdu. Nie miał szans na to, by samodzielnie wydostać się z płonącego samochodu – wspomina tamto zdarzenie druh Chmielewski, który pospieszył na ratunek. Wydostał rannego i poparzonego kierowcę, a  następnie oddał w ręce ratowników medycznych. Za ten czyn został Strażakiem Maja 2016 i Strażakiem Roku 2016 r.

 

Kto na akcje?

W akcjach ratowniczych może uczestniczyć strażak OSP, który ukończył 18 lat, ale nie przekroczył 65. roku życia, ma aktualne badania lekarskie, ukończone szkolenie pożarnicze oraz kurs bhp.

 

Za udział w akcjach ratowniczych oraz obowiązkowych szkoleniach druhowie dostają ekwiwalent z budżetu gminy, na której terenie działa dana OSP. Ma ono raczej wymiar symboliczny. Druhowie otrzymują zwykle około 12–14 zł za godzinę akcji, a bywa, że za szkolenia i ćwiczenia połowę tych kwot. Wiele zależy od zasobności gminy.

 

Koszty związane z finansowaniem jednostek OSP pokrywane są m.in.: z budżetów jednostek samorządu terytorialnego, z budżetu państwa, programów np. Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, sponsorów i składek własnych strażaków ochotników, w niewielkim stopniu przez Zarząd Główny OSP.

 


OPINIE

Zbigniew Gołąbek

radny województwa, Przewodniczący Komisji Edukacji, Nauki i Szkolnictwa Wyższego Sejmiku Województwa Mazowieckiego, wiceprezes zarządu OWZ OSP RP Mazowsza

Ochotnicze straże pożarne to najstarsze, a jednocześnie największe organizacje pozarządowe w Polsce. Skupiają w swoich szeregach łącznie 700 tys. druhów. W całym kraju działa w sumie 16 200 jednostek, a niektóre z nich mają więcej niż 100 lat. Zwłaszcza tym gratuluję wspaniałego jubileuszu, obchodzonego w roku odzyskania przez Polskę niepodległości. Z szacunkiem odnosimy się do weteranów strażackiej służby, ale mamy też bogatą ofertę dla młodych osób, które chętnie wstępują w szeregi OSP. Strażacy ochotnicy gaszą pożary, pomagają poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych czy w usuwaniu skutków klęsk żywiołowych. Bez wahania przystępują do akcji, niejednokrotnie narażając przy tym swoje zdrowie i życie. Równie ważna jest działalność prewencyjna i środowiskowa. To prawdziwi lokalni patrioci.

 

Adam Struzik

Marszałek Województwa Mazowieckiego, odznaczony m.in. Złotym Znakiem Związku OSP RP

Warto i trzeba doceniać strażaków ochotników. To oni, często z narażeniem własnego życia, niosą pomoc poszkodowanym. Nie bagatelizują żadnego wezwania i zazwyczaj pierwsi docierają na miejsce zdarzenia. Prowadzą akcje z olbrzymim zaangażowaniem, działają na najwyższych obrotach i ponad wszelkimi podziałami. Mają niezwykłą umiejętność jednoczenia ludzi. Być może właśnie dlatego od lat to oni plasują się na pierwszym miejscu w międzynarodowych rankingach profesji cieszących się największym zaufaniem społecznym. Zapracowali sobie na tę pozycję nie tylko oczywistym systemem wartości, w którym na pierwszym miejscu jest życie ludzkie, ale także wiedzą, profesjonalizmem oraz umiejętnościami z zakresu ratownictwa.

 


LICZBY

8 mln zł zarezerwował samorząd województwa w 2018 r. dla jednostek OSP

57 gmin podpisało już umowy na zakup samochodów pożarniczych

5 mln zł zarezerwował samorząd Mazowsza na drugie zadanie w 2018 r. – remonty strażnic OSP

 

 

 

 

Artykuły powiązane

Śmierć w płomieniach

16-05-2018
Wypalanie traw jeszcze nie zanikło, choć to przestępstwo, kłopot dla strażaków oraz wielkie zagrożenie dla ludzi i zwierząt.
więcej

Liczba wyświetleń: 216

powrót