Mazowsze serce Polski nr 5/18

Miejski zielony azyl

2018.05.16 09:20 , aktualizacja: 2018.05.23 15:08

Autor: Monika Gontarczyk, Wprowadzenie: Monika Gontarczyk

  • Tomasz KOminek w towarzystwie dwójki dzieci Tomasz Kominek,...
  • WIdok z lotu ptaka na jeden z warszawskich ogrodów Na Mazowszu mamy około 450...
  • Kobieta sadzi kwiaty - patrzy w obiektyw - zdjęcie zrobione z góry Ogródki działkowe...

W 2016 r. na Mazowszu było 455 ogrodów, które zajmowały 3,5 tys. ha. Były podzielone na blisko 80 tys. działek, a ich łączna powierzchnia wynosiła  ponad 2,7tys. ha, czyli nieco więcej niż powierzchnia Ciechanowa czy Ostrołęki. Pomysły na ich funkcjonowanie są różne – jedni chcą je rozwijać, inni likwidować. Skąd taka rozbieżność i kto ma rację?

 

 

Ogrody działkowe pojawiły się w Europie przed 200 laty jako pomoc charytatywna dla najbiedniejszych rodzin miejskich. W podobnej intencji w Polsce zaczęto je tworzyć u schyłku XIX w. Ogromną rolę odegrały po II wojnie światowej, stając się często ważnym źródłem pożywienia dla ich właścicieli. Jednak ich prawdziwy rozkwit przypadł na lata 80. XX w. Wówczas działkowcy, poza uprawą roślin, hodowali także króliki, kury czy nutrie.

 

– Dziś mało kto trzyma tu zwierzęta, no, może poza domowymi pupilami – mówi pani Wanda, która działkowiczem jest od 1978 r. – Razem z mężem jesteśmy tu praktycznie codziennie, bo jest co robić… Mamy szklarenkę, a w niej pomidory, ogórki, sałatę – wylicza.

 

Polskie RODOS

Rodzinne Ogrody Działkowe (ROD) wciąż cieszą się powodzeniem. Wielu emerytów każdą wolną chwilę spędza na działce. Lubią tu przebywać, bo czują, że tworzą społeczność. Dla wielu to okazja do rozmowy, wymiany poglądów, żartów. Pobyt tu traktują jako odskocznię od codziennych trosk. Żartobliwie twierdzą, że wakacje spędzają na Rodos, czyli w rodzinnym ogrodzie działkowym otoczonym siatką.

 

– Na niedzielny obiad pod gruszą przyjeżdżają do nas nie tylko dzieci z wnukami, ale i znajomi chętnie się wpraszają. W końcu własne warzywa i owoce smakują inaczej – śmieje się pani Wanda.

 

Współcześni działkowcy to nie tylko osoby starsze, szukające ukojenia wśród zieleni.

 

– Działkę kupiliśmy 2 lata temu. Mamy dwójkę dzieci i to z myślą o nich zdecydowaliśmy się na taki krok. Otaczająca zewsząd zieleń, śpiew ptaków to przecież idealne miejsce na pierwszy kontakt malucha z przyrodą – mówi pani Kasia, 35-latka z Radomia.

 

Zielone płuca miast

Jednak ogródki działkowe sprzyjają nie tylko ich właścicielom. Coraz głośniej mówi się o ich pozytywnym wpływie na miejski ekosystem. Dr Krzysztof Herman, członek Stowarzyszenia Polskich Architektów Krajobrazu, mówi wprost, że miejsca stanowią niezwykle cenne ekologicznie tereny zieleni, zlokalizowane w ważnych dla funkcjonowania i klimatu miasta przestrzeniach.

 

– Położone są często w pasach klinów napowietrzających, umożliwiających wymianę powietrza (…). Ich obecność w mieście wpływa na jakość powietrza – dodaje[1].

 

Jak się okazuje – w porównaniu z miejskimi parkami czy skwerami – na działkach jest znacznie większe zróżnicowanie roślin, a to sprawia, że są doskonałym miejscem do życia dla wielu gatunków ptaków i owadów. Także medycyna dostrzega pozytywne aspekty ogrodów.

 

Hortiterapia [łac. hortus – ogród, przyp. red.], czyli terapia ogrodnicza, jest terapią uzupełniającą, która w znakomity sposób pomaga w terapiach konwencjonalnych chorych dzieci – mówi Stanisław Stępniewski, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego im. św. Ludwika w Krakowie, gdzie realizowany był pilotażowy program tego typu. – Nie spodziewałem się, a jestem lekarzem z poważnym stażem, że może tak szalenie pomagać – podsumowywał.

Ta forma rehabilitacji przynosi efekty także wśród osób z ADHD, autyzmem, demencją starczą czy niepełnosprawnością psychiczną lub ruchową[2].

 

Łakomy kąsek

Działki początkowo zajmowały tereny peryferyjne, podmiejskie. Wraz z rozwojem miast znalazły się w atrakcyjnych inwestycyjnie dzielnicach, blisko centrum. Stały się więc przedmiotem zainteresowania deweloperów. Przykładem może być ROD „Stokrotka” z radomskiego Idalina. Ogród powstał w 1977 r. jako stały, m.in. dla pracowników urzędu wojewódzkiego, policji, straży i wojska. Dziś pierwsi właściciele stanowią już nieliczne grono, większość działek odkupili mieszkańcy Radomia. Niestety, nad „Stokrotką” wisi groźba likwidacji. Dlaczego? Jest kilka powodów. Dzięki wybudowanej nieopodal obwodnicy teren jest dobrze skomunikowany. Stał się atrakcyjny dla deweloperów, którzy już budują osiedle mieszkaniowe tuż za płotem ogrodu. Ponadto poprzedni właściciele gruntów, na których leży ogród, chcą je odzyskać.

 

– Problem się pojawił, gdy byli właściciele gruntów zaczęli się ubiegać o ich odzyskanie, chociaż otrzymali za te ziemie odszkodowanie w momencie tworzenia ogrodu. Niestety, część gruntów została już wydana – w naszej ocenie bezprawnie, a wyrok sądu jest na razie niewykonalny – wyjaśnia prezes ogrodu Jadwiga Misiak.

 

Grunt, którego dotyczyło roszczenie, to sam środek ogrodu. Jego oddanie spowodowało likwidację kilkunastu działek. Jednocześnie przerwana została infrastruktura wodna i komunikacyjna.

 

– Ta „odzyskana część” leży teraz odłogiem, odcinając prawie połowie działkowców dostęp do wody bieżącej. Najgorsze jest to, że są kolejne roszczenia. Póki nie ma ostatecznej decyzji, walczymy o utrzymanie ogrodu w takim stanie, w jakim był jeszcze kilka lat temu. Powstał nawet Komitet Obrony Ogrodu. Szanse pewnie mamy nieduże, ale liczymy, że  uda się nam utrzymać przynajmniej pozostałą część ogrodu. Gdyby przyjęto „dużą uchwałę reprywatyzacyjną”, nasz problem rozwiązałby się sam – zapewnia prezes ROD „Stokrotka” w Radomiu.

 

Pomoc samorządu

Inaczej wygląda sytuacja w Płocku. Z inicjatywy wiceprezydenta Piotra Dyśkiewicza po raz pierwszy w historii Płocka i Mazowsza w tym roku miasto zarezerwowało w budżecie 200 tys. zł z przeznaczeniem na dotacje dla rozwoju rodzinnych ogrodów działkowych.

 

Tomasz Kominek

Dyrektor delegatury UMWM w Płocku, pomysłodawca wspierania ogrodów działkowych

Skąd taki pomysł? To efekt wspólnych działań radnych miasta i działkowców. Miasto chętnie im pomaga, organizując szkolenia, albo destrukt, którym utwardzane są drogi. Środki, jakimi dysponują ogrody działkowe, są znikome. Jako radni doszliśmy do wniosku,
że trzeba wesprzeć ich istnienie, bo są naszymi zielonymi płucami. Napisaliśmy projekt uchwały i udało się. To nie jedyna inicjatywa, którą wspólnie chcemy zrealizować z działkowcami. Trzy lata temu do budżetu obywatelskiego zgłosiliśmy budowę płockiego domu działkowca – wtedy projekt został odrzucony. Dopracowaliśmy go i w kolejnej edycji zajął 3 miejsce w rankingu. Wyceniono go na 2 mln zł. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości znajdą się środki w budżecie, bo nadal chcemy go realizować.

 

W Płocku działa 21 ogrodów (łącznie 4650 działek). Każdy może napisać wniosek do rady miasta o dofinansowanie drobnych inwestycji, dotyczący m.in. malowania ogrodzenia, modernizacji nawodnienia, remontu części wspólnych, np. świetlic. Wysokość wsparcia nie może przekroczyć 30 tys. zł.

Liczba wyświetleń: 176

powrót