Z serca Polski nr 10/17

Rytm do pracy

2017.10.10 15:20 , aktualizacja: 2017.10.11 10:49

Autor: Rozmawiała Iwona Dybowska, Wprowadzenie: Iwona Dybowska

członek zarządu stoi bokiem zwrócony doobiektywu, w rękach trzyma tablet członek zarządu województwa...

Jako nastolatek, myśląc o przyszłości, widział się w roli instruktora tańca latynoamerykańskiego. Gdy piastował urząd wiceprezydenta Radomia, powierzono mu sprawy gospodarcze. Dziś odpowiada m.in. za mazowiecką infrastrukturę. O sytuacji dróg wojewódzkich – i nie tylko – rozmawiam z członkiem Zarządu Województwa Mazowieckiego Rafałem Rajkowskim.

 

Wkrótce okrągła rocznica – 2 lata działa Pan w Samorządzie Województwa Mazowieckiego. Było warto?

Zdecydowanie tak! (śmiech). To był bardzo owocny czas. Oczywiście pierwsze tygodnie urzędowania to zazwyczaj żmudne studiowanie dokumentów, zapoznawanie się z procedurami, możliwościami… Dyskutowaliśmy, co możemy zrobić i jakie kierunki działań przyjąć. I wydaje się, że w tej sferze, którą mi powierzono, jest się czym pochwalić. Nie chodzi tylko o rozbudowę dróg, ale też rozwój kolei, zakup taboru. Cenię zwłaszcza to, że dobrze pracuje nam się w zespole – mam na myśli cały zarząd. Wypracowaliśmy model współpracy oparty na kompromisie i argumentach.

 

Obejmując stanowisko, obiecał Pan mieszkańcom południowego Mazowsza, że będzie o nich pamiętał. Nie jest tak, że nieco przychylniej patrzy się na okolice bliższe sercu?

Uważam, że warto pielęgnować patriotyzm lokalny. Prawdą jest też, że zawsze lepiej dostrzegamy potrzeby w najbliższym otoczeniu. Łatwiej nam je zdefiniować i zaproponować konkretne rozwiązania. W czasie kluczowych rozmów – w miarę możliwości – staram się przemycać informacje o problemach południowego Mazowsza. Przy czym robię to z punktu widzenia mieszkańca i użytkownika tamtejszej infrastruktury. W ostatecznym rozrachunku, podejmując decyzje, patrzymy na region globalnie. Tu nie ma już miejsca na osobiste sympatie. Analizujemy, przeliczamy, dyskutujemy, negocjujemy… i staramy się równomiernie dzielić środki. Dzięki temu jest coraz lepiej. Dziś około 60 proc. z niemalże 3 tys. km dróg wojewódzkich jest w stanie dobrym lub zadowalającym.

 

Dużo się dzieje w tym roku na „marszałkowskich” drogach.

Rzeczywiście. Tylko na remonty i inwestycje przeznaczyliśmy ponad 436 mln zł. Zmodernizowaliśmy ponad 130 km dróg wojewódzkich. W pierwszej kolejności naprawiliśmy najbardziej zniszczone odcinki oraz obiekty inżynierskie m.in. w ciągu dróg nr 636 (Nowinki),705 (Sochaczew), 614 (Myszyniec), 722 (Dobrzenica) i 721 (Wiązowna). Rozpoczęliśmy także roboty drogowe w Piasecznie w ciągu drogi nr 721. Ta lokalizacja jest niezwykle ważna dla mieszkańców. W ramach inwestycji powstanie nowa, dwujezdniowa, odwodniona droga. Zadbamy o zjazdy do posesji, ścieżki rowerowe i zatoki autobusowe. Stare chodniki zastąpią nowe. Poza tym, dzięki zwiększeniu widoczności na skrzyżowaniach, znacznie poprawi się bezpieczeństwo. A to tylko jeden z przykładów inwestycji.

 

To przykłady z centrum regionu…

Rozumiem, że mam podać też te z południowego Mazowsza? Nie ma problemu. W tym rejonie dobiega końca rozbudowa drogi nr 727 relacji Klwów–Szydłowiec na odcinku ponad 8 km wraz z dwoma mostami. W przyszłym roku zamierzamy rozpocząć realizację ponad 6-kilometrowego odcinka na terenie gminy Chlewiska za kwotę blisko 50 mln zł. Jadąc z kolei na wschód od Warszawy – w powiecie mińskim – zobaczymy też, zmierzające do finiszu, prace na drodze nr 637 od Okuniewa do Stanisławowa. Ta trasa jest o tyle strategiczna, że łączy Warszawę z południowym Podlasiem. Można nią dojechać do Siemiatycz i Puszczy Białowieskiej oraz miejsc kultu religijnego – Drohiczyna i Grabarki. Koszt inwestycji to ponad 31 mln zł. W najbliższym czasie planujemy podpisanie umowy na przebudowę I etapu drogi wojewódzkiej nr 541 w subregionie ciechanowskim, czyli mamy już przykład z północnej części regionu, jeśli punktem odniesienia jest stolica. W perspektywie mamy jeszcze m.in. obwodnice Gąbina, Grodziska Mazowieckiego, Mławy. Wymieniać dalej?

 

Może już wystarczy. Mam wrażenie, że idziemy na rekord, jeśli chodzi o rozmach finansowy.

Można tak powiedzieć, choć kierujemy się realnymi potrzebami, a nie dobrym wynikiem w statystykach. W tym roku już mówiliśmy o rekordzie, a przyszły ma być jeszcze lepszy. Na inwestycje zamierzamy przeznaczyć ponad 630 mln zł. Będzie to największa pula na drogi wojewódzkie w naszej historii. To mnie bardzo cieszy.

 

W 2018 r. zamierzamy zmodernizować ponad 140 km dróg. Planujemy też m.in. kolejne etapy robót na drodze 637, przebudowę drogi nr 733 w Skaryszewie i nr 626 w Sypniewie, rozbudowę drogi nr 618 Gołymin – Wyszków oraz nr 722 w Jazgarzewie, a także budowę drogi nr 694  w Małkini.

 

Dobrze zna pan Mazowsze? Ma pan jeszcze ochotę np. w sobotę zwiedzać je z rodziną?

Jak najbardziej! Ostatnio zabrałem najbliższych na przejazd piaseczyńską kolejką wąskotorową. Choć przyznam, że z czasem wolnym bywa krucho. Ale tu akurat włącza mi się patriotyzm lokalny i gdybym miał coś Mazowszanom proponować, zapraszam oczywiście do części południowej. Mamy piękny Szydłowiec, urokliwe meandrujące rzeki, niezwykle ciekawe Muzeum Wsi Radomskiej, wspaniałą kuchnię regionalną. Ciekawych miejsc nie brakuje! Gdy uda się już wyrwać kilka godzin, staram się je spędzać lokalnie, ale aktywnie – na wyprawie rowerowej czy pieszej. Jak widać, miłość do sportu pozostała.

 

Rzeczywiście, patrząc na Pana zainteresowania, zdecydowanie należy Pan do osób aktywnych. Teraz rowery, ale kiedyś był też taniec.

Zgadza się. Muszę się przyznać, że jako młody chłopak chciałem być właśnie instruktorem tańca. Jako członek formacji Akant specjalizowałem się w tańcach latynoamerykańskich. To wielokrotny mistrz Polski, wicemistrz Europy. Mieliśmy światowe sukcesy. Zakochałem się w tańcu do tego stopnia, że skończyłem nawet choreografię. W pewnym momencie życia prowadziłem też zajęcia. To był piękny czas. Taniec uczy dyscypliny i wytrwałości. Można więc powiedzieć, że wykształcił we mnie rytm do ciężkiej pracy.

 

Kariera jednak potoczyła się trochę inaczej. Został pan nauczycielem i to podobno bardzo lubianym. Na spotkaniach z dziećmi łatwo łapie Pan z nimi kontakt.

Też mam takie wrażenie. Może dlatego, że traktuję je po partnersku, z dużą otwartością. Praca z dziećmi zawsze dawała mi niesamowitą frajdę. To bardzo cieszy, kiedy możemy kogoś czegoś nauczyć. Poza tym etat w szkole zmuszał do kreatywności. Każdego dnia trzeba było sypać pomysłami jak z rękawa, bo młodzież jest wymagająca. Zawsze miło wspominam ten czas. Pracowałem jako nauczyciel wychowania fizycznego przez 7 lat i nigdy mi się to nie znudziło.

 

Wróćmy na koniec do spraw zawodowych. Trudno nie zapytać o Pana stosunek do pomysłu budowy Centralnego Portu Lotniczego. No i co dalej z Modlinem?

Z analiz ekspertów i dokumentów, z którymi miałem okazję się zapoznać, wynika, że problem będzie miał nie tylko port w Modlinie. Zagrożone będą wszystkie lotniska w promieniu 150 km – w Łodzi, Lublinie, na warszawskim Okęciu czy w Radomiu. A to ostatnie, jako jedyne utrzymywane przez samorząd gminny, i tak ma ciężki start. Zastanawiam się, na ile realna jest pomyślna realizacja tego przedsięwzięcia. Czy nie byłoby rozsądniej i racjonalniej rozbudować świetnie funkcjonujący Modlin lub dofinansować Radom. Budowa wielkiego portu lotniczego od zera to wielokrotnie droższe rozwiązanie. Warto też obserwować doświadczenia innych. Spójrzmy chociażby za naszą zachodnią granicę i przeanalizujmy historię centralnego portu lotniczego Berlin-Brandenburg, którego budowa trwa od 2006 r. Miało być otwarte już 5 lat temu, teraz mówi się o przyszłym roku. Chyba nasz rząd nie chciałby powielać scenariusza, kojarzonego głównie z niepowodzeniem?

Liczba wyświetleń: 107

powrót